• Idź do treści
  • Idź do menu
  • Idź do wyszukiwarki
  • Felietony zamieszczone w tygodniku "W Sieci"

    Polecam!

    # 6. marzec 2016, 17:05

    - Czytaj dalej...

    Buchalterzy przy Mikrofonie

    # 6. marzec 2016, 17:04

    Światowy sport przypomina szambo. Donoszą o tym wszystkie media. Kiedy w I rocznicę śmierci mojego Ojca – Bohdana Tomaszewskiego wspominam jego postać – robi mi się smutno a jednocześnie odczuwam ulgę. Dobrze,że nie musi być świadkiem kolejnych afer dopingowych FIFA, dymisji na szczytach władzy Chucka Blazera i Jerome Valcke – ogromnych, zasłużonych kar finansowych dla w/w. Ojciec, który zawsze w swoich relacjach sportowych przez kilkadziesiąt lat lansował idee Coubertina, czystość sportu i niemal obsesyjnie – zasadę fair play – powiedział by krótko : – „JEST MI WSTYD ZA WAS, PANOWIE ! „ .Dziś nie ma Starego na tym świecie, który jest coraz bardziej „wilczy” i nad to co piękne , wzniosłe i szlachetne – przedkłada opętańczą technologię i pościg za pieniędzmi…

    - Czytaj dalej...

    Casting na Patriotyzm (Moja Polska)

    # 24. marzec 2014, 23:31

    Gdy zawieszam wzrok na półkach z moimi książkami, najczęściej lustruję tę z Klasyką. Wśród arcydzieł literatury są tam między innymi: John Dos Passos i jego „Trylogia amerykańska”, Ernest Hemingway z „Komu bije dzwon” oraz 40-oma genialnymi opowiadaniami, z których najbardziej podziwiam „Rogi byka”. Jest Fiodor Dostojewski z „Graczem”, „Zapiskami z domu umarłych” i „Zbrodnią i Karą. Właściwie mógłbym na tym zakończyć, lecz tuż obok mistrza Fiodora, stoi sobie cichutko następny maestro pióra – Nikołaj Gogol („Płaszcz”, „Rewizor”, „ Martwe dusze”) oraz mój ukochany, odkryty przed kilkoma laty Robert James Waller (” Co się zdarzyło w Madison County”, „Tango na prerii”, „1000 polnych dróg”). Każdy z tych pisarzy wywarł na mnie swoje piętno. Do wyżej wymienionych powieści i sztuk, powracałem i nadal powracam jak maniak, gdyż wiem, że jedna strona lub choćby jeden jedyny rozdział uczciwie napisanej książki są więcej warte, niż tysiące godzin spędzonych przed telewizyjnym pudłem.Ostatnio pochłonął mnie John Dos Passos…

    - Czytaj dalej...

    Najważniejszy dzień (moralitet na poniedziałek)

    # 26. luty 2014, 22:53

    W święta i w ostatni dzień roku, składaliśmy sobie życzenia. Na pozór były szczere, osobiste, płynące z całego serca. W ten „najważniejszy dzień” – w Sylwestra, słyszeliśmy w kółko to samo. Życzono nam i my także życzyliśmy każdemu: „Zdrowia, pomyślności, spełnienia marzeń, pieniędzy i wiele szczęścia. Były to niestety czasami życzenia bezduszne, niekoniecznie płynące z serca, wynikające z sytuacji. A przy tym, nieustannie z głośników rozmaitych galerii i stacji radiowych, płynął wciąż ten sam refren amerykańskiej piosenki: „DON’ T WORRY, BE HAPPY!”. Znów było powierzchownie, płytko, komercyjnie.

    - Czytaj dalej...

    Moja bieda

    # 5. luty 2014, 21:50

    Spotykaliśmy ich każdego dnia w zaułkach naszego dzieciństwa. Pojawiali się nieopodal drewnianego kościółka, na zalanym słońcem placu Konfederacji. Na Kasprowicza pod barem „Żak”. Na Podczaszyńskiego, w drodze do „15-tki”. Na Barcickiej, opodal szkoły i na Kleczewskiej albo na Fontany. Czasem stał tylko jeden, samotny jak przekrzywiony słup. Niekiedy szli bandą. Ówczesne, bielańskie „pijory” i z reguły bezdomni Anno Domini 1964, wyrastali jak z pod ziemi i równie szybko znikali. Z butelką owocowego wina, w uniesionej wysoko dłoni, którą błyskawicznie opróżniali w bramie.

    - Czytaj dalej...

    Skalpel

    # 18. styczeń 2014, 23:17

    Jednym z moich ulubionych twórców filmowych zawsze był Akiro Kurosawa. To geniusz Kina, zwany „Cesarzem”. Jego arcydzieło z 1965 roku (ostatnia rola i praca z innym fenomenalnym artystą, aktorem Toshiro Mifune) nosi tytuł „RUDOBRODY”. Zdjęcia do filmu trwały ponad 2 lata i były powodem rozstania się reżysera z aktorem.

    - Czytaj dalej...

    Goodbye Johnny

    # 18. styczeń 2014, 23:14

    Większość dat w życiu każdego człowieka – z upływem lat – zaciera się. Tylko niektóre, związane z wielką miłością, z chorobą a potem śmiercią najbliższych a także dzień zdania matury – odciska na nas swoje piętno. Nasza wybiórcza pamięć, niby najdoskonalszy komputer, przechowuje owe wydarzenia jak drogocenne pliki, a my – coraz bardziej dorośli, co kilka lat wyświetlamy je z niepamięci. Lecz bywa i tak, że banalna scena – jak ze starego, biało-czarnego filmu z lat 60-tych, gdy tworzyli Louis Bunuel („Virdiana”) i Vittorio de Sica („Złodzieje rowerów”), pozostaje w nas na lata. Zawsze wówczas, gdy scena dotyczy emocji. Kiedy jesteśmy dziećmi, nasiąkamy nimi jak gąbeczki. Ciekawi nas wszystko co jeszcze nieznane, nieodkryte, zakazane. Czyjś pocałunek, a nawet jedno spojrzenie może porazić dzieciaka jak piorun..

    - Czytaj dalej...

    Gwiazdka w fińskim domku

    # 13. grudzień 2013, 17:42

    Gdy skończyłem dwanaście lat, było to w grudniu 1956 roku pamiętam tęgi mróz, aż odpadały z zimna policzki, pamiętam zawieje, jak z powieści Jacka Londona, okutanych w czapki, grube szaliki i watowane kurtki pasażerów tramwaju nr. 15, który startował z jękiem z pętli na Bielanach usytuowanej kilkaset metrów za bramą do AWF-u. Bielany istnieją do dziś, ale dzielnica z lat 50 i 60-tych miała więcej melancholii, bo bieda była przeogromna, zaś niewola jak żelazna obręcz.

    - Czytaj dalej...

    Moja Mała Nostalgia

    # 13. grudzień 2013, 15:12

    Nostalgia z języka greckiego oznacza: “ból dawnej rany”. Jest w tym słowie ładunek melancholii, a przede wszystkim dzięki nostalgii, cofamy się w czasie. Do lat kiedy byliśmy kochani.

    - Czytaj dalej...

    Listopadowe Światełko (Piosenka Kosa na Zaduszki)

    # 29. październik 2013, 21:07

    Niedawno, po kilku latach, pojechałem na Powązki. Szedłem cmentarną alejką obok mojej matki. Kuśtykała na dwóch kulach, nieco pochylona na lewa stronę w błękitnej sukience ze złotą nitką. Ja, tuż obok, zasłuchany w ciszę, czując jak pod koszulą bije moje stare serce. Lecz czym jest moje utrudzone, stare serce, wobec jedenastu operacji mojej matki, w tym dwóch stawu biodrowego.
    Nad naszymi głowami, między konarami starych dębów tańczyło przedpołudniowe słońce. Szliśmy niezbyt szybko, zwalniałem, aby staruszka nie zmęczyła się.

    - Czytaj dalej...

    starsze